PAMIĘTNIKI Z SYBIRU - cz. VI
PAMIĘTNIKI Z SYBIRU
spisane przez
Wincentego Migurskiego.
Nareszcie i mojej ?onie og?oszono wyrok s?du cywilnego, i skazano na zap?acenie rubli srebrem trzydzie?ci, za przechowywanie mi? w domu. To si? nazywa manifest! I ju? to w przychylno?? ustrojonemi radami, ju? to przestrach rodz?cem malowaniem krainy, na dalszy pobyt mój naznaczony, ju? to nakoniec rozmaitemi przeszkodami, tamuj?c jej ?yczenia najpr?dszego po??czenia si? ze mn?, usi?owano sk?oni? j? do opuszczenia mnie i powrócenia do kraju. Ale jak ?ona Seneki, która dobrowolnie odebra?a sobie ?ycie, dowiedziawszy si? ?e m?? jej z rozkazu Nerona musi zgin??, tak i nowa ta Paulina, g?ucha zawsze na wszystko, co nie by?o godnem jej pi?knego serca, sta?o?ci? swoj? tam sobie drog? otworzy?a, dok?d j? obowi?zki ?ony powo?ywa?y, i nie zwa?aj?c na wszystkie przeszkody, za mn? jecha? postanowi?a.
Tymczasem ja bez ?adnego wypadku jad?c, przyjecha?em do Ekaterinburga, tu przypadkiem dowiedzia? si? o moim przyje?dzie radca kolegjalny wydzia?u górniczego, pan Steinfeld, zaprosi? mi? do siebie i trzy dni w domu swoim zatrzyma?. S?ysza? on ju? poprzednio o wypadkach mojego ?ycia, i przy po?egnaniu wr?czy? mi list do kuzyna swojego, jenera?a Szram, w mie?cie Omsku mieszkaj?cego, dok?d i ja w pierwszych dniach lutego przyby?em.
Tu w Omsku by?y podówczas naczelne w?adze korpusu sybirskiego, któremi pod niebytno?? ksi?cia Gorczakowa (14) zarz?dza? przyby?y z Tomska jenera? gubernator Tatarynów. Naczelnikiem za? sztabu by? jenera? ?emczu?ników, który b?d?c poprzednio naczelnikiem jeneralnego sztabu w Oremburgu, zna? mi? osobi?cie, albowiem b?d?c przypadkiem w Uralsku, by? obecny na moim ?lubie; do niego wi?c wprost uda?em si?, gdzie zasta?em takie i korpu?nego doktora, pana Juljana Stubendorf.
Rozmawiaj?c z naczelnikiem sztabu, prosi?em go, aby mi? tu na s?u?bie zostawiono, je?eli za? tego uczyni? nie mo?e, to przynajmniej, aby mi na przyjazd ?ony czeka? dozwoli?. Pan jenera? o?wiadczy? mi, ?e wyroku s?du przez cara zatwierdzonego, w którym mój pobyt naznaczony jest w Nerczy?sku, zmieni? nie mo?e, co si? za? tycze czekania na ?on?, to, obracaj?c si? i pokazuj?c mi doktora, od niego zale?e? b?dzie.
Od tej chwili, chocia? pan Stubendorf mnie nie zna?, sta?em si? jednak niejako jego w?asno?ci?, albowiem on mieszkaj?c w terytorjum g?ównego wojskowego lazaretu, naznaczy? mi mieszkanie u siebie, w sposób, ?e mie pomieszczono nibyto w lazarecie, a rzeczywi?cie mieszka?em w jego prywatnym domu.
Na obiad powióz? mi? mój dobry doktor do jenera?a Szram, któremu list od jego krewnego z Ekaterinburgu odda?em. Po obiedzie na pro?b? gospodarza, w sali, dok?d przyby?a ?ona jego z córkami, opowiada?em niektóre epizody z ?ycia mojego.
W czasie mojego opowiadania, pan jenera? dwa razy tylko na przemiany robi? wykrzykniki: Eto u?asno! (to okropnie) i Eto prekrasno! (to pi?knie) w miar? tego jak opowiadanie by?o straszne lub rozczulaj?ce. ?e za? te wykrzykniki bardzo cz?sto powtarza?, to s?uchaj?cemu z boku zdawa? by si? mog?o, ?e ksi?dz czyta litani?, a parafianie zmi?uj si? lub módl si? za nami odpowiadaj?.
Wieczorem pojecha?em z doktorem do dwóch moich rodaków razem mieszkaj?cych, to jest: do pp. Adolfa Januszkiewicza i Paw?a Cepli?skiego. ?e za? oni, tylko co z osiedlenia u?askawieni, post?pili na s?u?b? cywiln?, a z tego powodu w?sy zgoli? musieli, przeto wy?e? ich, od lat kilku przy nich b?d?cy, ile razy w twarz któremu z nich spojrza?, nie poznaj?c ich, szczeka? niemi?osiernie, przez co i nas samych wi?cej do weso?o?ci ni? do rozmowy pobudza?.
Trzy czy cztery dni z rz?du wozi? mi? i znajomi? z ró?nemi osobami mój poczciwy eskulap, po przej?ciu których, ja ju? jako chory, nie wyje?d?a?em z tego mieszkania, nie dla tego, aby mi to by?o wzbronione, o! nie, tam bowiem egzystuje ten chwalebny zwyczaj, ?e je?eli zwierzchnik patrzy przez szpary, to i m?odszy nie wtyka nosa, ale delikatno?? z mej strony wymaga?a, nie nadu?ywa? jego dobroci, równie jak i innych w?adz wojskowych pob?a?ania, z któremi na ka?dym kroku spotka? si? mog?em. Z tego powodu przyjmowa?em tylko odwiedziny moich znajomych, a w niebytno?ci gospodarza czytaj?c jego bibliotek?, czeka?em na Albin?, któr? o tem, ?e jestem w omskim lazarecie, listownie zawiadomi?em.
Niewiadomo?? o niej, jak równie i niepewno??, czy si? kiedy zobaczymy jeszcze, okropnie mi? znów dr?czy?a. Zt?d to i charakter mój z natury ?ywy, weso?y, pr?dki i przedsi?biorczy, zrobi? si? zas?piony, ponury, oso?owia?y i dziki, a zabójcza apatja do takiego stopnia mn? ow?adn??a, ie nie wiele ju? brakowa?o, abym na prawd? zachorowa?.
A? nareszcie w pierwszych dniach marca 1842 roku wieczorem, w chwili, kiedy najmniej si? spodziewa?em, we drzwiach mojego pokoju pokaza?a si? Magdusia. O Bo?e! jak? ja rado?? uczu?em! z jak? skwapliwo?ci? rzuci?em si? na ni?, i serdecznie ?ciskaj?c i ca?uj?c j?, o ma?o, ?em jej nie zdusi?! Krzykn??em na stangreta doktora, aby w jednej sekundzie zaprz?ga?, by?bym polecia? nie czekaj?c, ale Magdusia zmordowana d?ugiem